Jesteś poznaniakiem, ale mieszkasz w Stanach, w Baltimore, gdzie od dekady – jak mówisz – odzyskujesz miasto dla ludzi. Myślisz, że Poznaniowi grozi śmierć przez wyludnienie?

Mateusz Różański*: Poznań traci mieszkańców i niestety widzę tu duże podobieństwa do tego, co dzieje się i działo się w Stanach. Niewątpliwie okres rządów Ryszarda Grobelnego był ciężkim czasem dla miasta i teraz Poznań za to płaci. Nie było tu ludzi, którzy mogli przewidzieć, co będzie się działo. To jest polityka. Wydaje mi się, że poprzedni prezydent nie wszystko zrobił źle, ale jest kilka spraw, które były błędem.

Na przykład?

– Galerie handlowe i to, jak one funkcjonują. Skupiają się na samochodach, dla których tworzone są ogromne parkingi. Albo oddanie ulic tylko ruchowi samochodowemu. Jechałem Garbarami, która jest teraz jednokierunkowa i właściwie nic, poza ruchem samochodowym, się tam nie dzieje. Jane Jacobs, amerykańska publicystka i aktywistka miejska, definiuje ulicę jako przestrzeń dla wszystkich, czyli pieszych, rowerzystów i samochodów. Dodatkowo ulice powinny być dwukierunkowe. Wtedy zachodzi interakcja, gdy ludzie przechodzą przez ulicę, z jednego miejsca na drugie, z jednego sklepu do drugiego. Bardzo lubię, kiedy ludzie łamią prawo i nie przechodzą po pasach, bo oni jakby odzyskują tę przestrzeń dla siebie. Jako dzieciak chodziłem na Garbary z mamą na zakupy, pamiętam ruch na ulicy i ludzi. To można by zmienić.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej