Rozmawiamy w gabinecie prezydenta, na komodzie w widocznym miejscu leży kask rowerowy i ciepłe rękawice. Prezydent pije herbatę z dużego kubka z napisem „I love my bike”.

Adam Kompowski: Czytał pan rozmowę w „Wyborczej” z byłym oficerem rowerowym Wojciechem Makowskim? Pewnie nieczęsto się zdarza, że były urzędnik decyduje się na takie ostre wypowiedzi.

Jacek Jaśkowiak: Tak samo było w przypadku Sławomira Hinca, którego z funkcji swojego zastępcy odwołał Ryszard Grobelny. Jeżeli media chcą z takimi osobami rozmawiać, to one chętnie wylewają swoje żale i krytykują innych, obciążając ich odpowiedzialnością za swoje niepowodzenia.

PRZECZYTAJ TAKŻE: "Jaśkowiak i Wudarski dali się przekonać, że to, że jeżdżą na rowerach, jest ekstrawagancją". Rozmowa z byłym oficerem rowerowym Wojciechem Makowskim

Ale jeśli chodzi o Wojciecha Makowskiego, to główny przekaz tej rozmowy jest taki, że pan go zostawił.

– Od ludzi, którzy dostają jakieś zadania, oczekuję, że wezmą te zadania na klatę i je wykonają. I tyle. Nie można ich cały czas poklepywać po plecach albo prowadzić za rączkę.

Pan sugeruje, że on sobie nie radził. To w takim razie dlaczego pan zlikwidował jego stanowisko, a nie – zatrudnił kogoś innego?

– To nie tak, że sobie nie radził. Ewidentnie jest teoretykiem z rozległą wiedzą. Wie, jakie powinny być standardy rowerowe, jak powinna wyglądać infrastruktura dla rowerów. Ma też jednak pewne mankamenty, przez które nie ma efektu, jakiego bym oczekiwał. Wykonał kawał roboty, a teraz musimy stopniowo wcielać to w życie. Od roku w strukturach ZDM-u działa wydział ds. rowerowych, który przede wszystkim jest odpowiedzialny za realizację tras zaplanowanych w „Programie Rowerowym”. Mamy bazę teoretyczną, przechodzimy do fazy wykonania.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej