Słowa Patrycji Piechowiak odbijają się echem od ścian hali ciężarowej. Towarzyszy im dźwięk padającego na podłogę żelaza, które podnoszą trenujący w Nowym Tomyślu zawodnicy i zawodniczki.

– Dziennie przerzucam jakieś 10 albo 15 ton żelastwa – mówi. To jest mniej więcej załadowany cegłami tir. – Ale trafiają się też lżejsze treningi, gdy przerzucam tylko 5 ton – mówi.

– Tylko?! – parskam.

– No tak, to jest „tylko” – śmieje się. Sztangistka z Nowego Tomyśla często się śmieje, gdy mówi o podnoszeniu ciężarów.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej