Odwiedzam Macieja Płazę w bloku na poznańskim Grunwaldzie. Płaza wydał niedawno powieść „Robinson w Bolechowie”, która zachwyciła wielu, podobnie jak jego debiutancki zbiór opowiadań sprzed trzech lat „Skoruń”. Trzecie piętro, pisarz otwiera drzwi, wchodzę do pokoju i zatrzymuję się niepewnie. Na środku leżą dziwne przedmioty, coś jakby konstrukcja służąca zagadkowej sprawie.

Violetta Szostak: Co to jest?

Maciej Płaza: Plac zabaw dla kota.

Pierwszy raz coś takiego widzę… Co kot z tym robi?

– Chodź, Farbka…

Zza fotela wychyla się biało-szara kotka. Nieufnie na mnie patrzy, ale plac zabaw kusi. Zagadkowe przedmioty okazują się różnego rodzaju drapakami, o które Farbka ociera się z rozkoszą.

Koci raj. Zawsze to leży na środku pokoju?

– Zwykle tak, a gdy potrzebuję rozłożyć łóżko, wtedy przesuwam na bok razem z dywanikiem.

Nadal czytasz kotom w schronisku? Pisaliśmy kiedyś w „Wyborczej”, że robisz coś takiego.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej