Włodzimierz Marciniak, lat 81, od kilku lat organizuje alternatywne uroczystości rocznic Poznańskiego Czerwca na ul. Kochanowskiego – pod które chętnie podłączyli się politycy Prawa i Sprawiedliwości. Tymczasem rzekoma kombatancka przeszłość Marciniaka to opowieść pełna mitów i przekłamań.

„Napisał własnoręcznie zobowiązanie”

Tydzień temu opisaliśmy, jak w czerwcu 1956 r. Marciniak wraz z innymi demonstrantami wtargnął do więzienia na Młyńskiej. I jak strzelał ze zdobytego tam karabinu do gmachu UB, a potem w grupie z Januszem Kulasem rozbroili VIII komisariat MO na Junikowie.

Ujęty przez wojsko, bity przez UB, miał mieć postawione poważne zarzuty. Ale nie wytoczono mu procesu. Został za to świadkiem komunistycznej prokuratury w tzw. procesie dziesięciu. Złożył zeznania obciążające Kulasa, które pomogły prokuraturze sporządzić akt oskarżenia tego bohatera Czerwca. Tylko polityczna odwilż ocaliła Kulasa od wysokiej kary – być może nawet kary śmierci.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej