To zdjęcie zna każdy, kto choć w minimalnym stopniu interesuje się Poznańskim Czerwcem. „Janusz Kulas wraz z dwoma kolegami – Stanisławem Tomalakiem i Zbigniewem Błaszykiem – niesie na ul. Armii Czerwonej transparent „Żądamy chleba". Idzie stanowczym krokiem. Wydaje się wielki, w zbyt dużej, luźnej marynarce” – napisałem rok temu, gdy publikowałem w odcinkach historię Kulasa, poznańskiego konika o ksywie „Edie Polo”, który 28 czerwca 1956 roku został bohaterem.

Równo rok później do naszej redakcji zadzwonił 82-letni mieszkaniec Cieszyna, Kazimierz Kasprowski. Odezwał się, bo zdenerwował się, widząc znowu w mediach zdjęcie z transparentem, podpisane innym nazwiskiem. – Ten mężczyzna pod literami „ba” to nie Kulas, tylko ja – powiedział. – Proszę spojrzeć: miałem wtedy na sobie brązową marynarkę ze sztruksu, jasną koszulę i jasne spodnie, buty na grubej gąbce.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej