Spotkałem koleżankę, która pracuje dla dużej, międzynarodowej korporacji na odpowiedzialnym stanowisku, zarządzając biznesem w kilku krajach. Nie ma jednak biura, sekretarki i innych atrybutów dyrektorów, tylko mocny laptop z dodatkowym dużym ekranem i szybkim łączem do internetu – we własnym domu. Pani dyrektor telepracuje i to na skalę międzynarodową. Za pomocą swojego komputera ma dostęp do odpowiednich baz danych i repozytoriów dokumentów umieszczonych w chmurze oraz programów analitycznych pokazujących w graficznej formie aktualne i historyczne wartości wskaźników gospodarczych ważnych dla dziedziny, którą zarządza. Za pomocą tego samego komputera komunikuje się z pracownikami, zarówno podlegającymi jej, jak i swoimi przełożonymi.

Praca w domu, a dyscyplina

O tym, że współczesna informatyka zapewnia takie możliwości i to nie tylko na poziomie międzynarodowych korporacji, ale też indywidualnych internautów, wszyscy wiedzą. Każdy, kto ma komputer lub smartfon, korzysta ze zdalnego dostępu do plików w chmurze, aplikacji i komunikatorów. Nic w tym nadzwyczajnego. Zapytałem jednak koleżankę, jak to jest spędzać całe życie we własnym mieszkaniu. – Na początku – powiedziała – było tak, że jak tylko zbudziłam się, nawet jak jeszcze było ciemno, to pierwszą rzeczą, jaką robiłam, było sięgnięcie po komputer. Natychmiast zagłębiałam się w mejle i powiadomienia otrzymane z różnych krajów i stref czasowych. Ponieważ prowadzonych przeze mnie równolegle spraw było dużo, to dosłownie rzucałam się na ich czytanie, analizowanie, odpowiadanie itd. Często, jak ocknęłam się z tej pracy, bo wydawało mi się, że uporałam się z najważniejszymi sprawami, to okazywało się, że jest późne popołudnie, a ja ciągle siedzę w łóżku z laptopem na kolanach i skręca mnie z głodu. Po jakimś czasie – mówiła – poszłam po rozum do głowy i narzuciłam siebie dyscyplinę. Teraz wstaję o szóstej, myję się, ścielę łóżko, robię pełny makijaż – nie, żebym musiała, ale dla własnego dobrego samopoczucia – wkładam garsonkę – w końcu jestem businesswoman – jem śniadanie i dopiero wówczas otwieram komputer stojący na biurku. A po południu piszę do wszystkich: „Do zobaczenia i usłyszenia jutro!” I mam wówczas czas dla siebie, czego potrzebuję do zachowania równowagi psychicznej. Chcę bowiem telepracować dla tej korporacji przez długie lata.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej