Tomasz Cylka: Koalicja Obywatelska i PSL obroniły władzę w Wielkopolsce przed partią Jarosława Kaczyńskiego. To była dla pana najtrudniejsza kampania wyborcza od 2006 r.?

Marek Woźniak: Na pewno okazała się trudna ze względu na jej duże upolitycznienie. To był przede wszystkim plebiscyt za lub przeciw pewnej wizji państwa, forsowanej przez obecny obóz rządzący. Albo ktoś jak PiS opowiadał się za centralizacją państwa albo za decentralizacją, co proponowała opozycja. Wszystkie inne sprawy lokalne czy regionalne schodziły na dalszy plan. Nieprzypadkowo głównymi bohaterami kampanii byli politycy warszawscy: z jednej strony premier Mateusz Morawiecki, a z drugiej liderzy opozycji. My, politycy regionalni, byliśmy tylko elementem uzupełniającym ton tej narracji, bo moc przekazu centralnego była ogromna.

Ja źle się z taką wizerunkową kampanią czuję, bo nie jestem celebrytą, który dba głównie o własną rozpoznawalność. Zależy mi bardziej na codziennej, efektywnej pracy, ale zdaję sobie sprawę, że zwykłe sukcesy trudno sprzedać. Jednak taka emocjonalna kampania wyborcza jest trwałym elementem demokracji, więc się nie obrażam.

Przed wyborami kilka sondaży dawało w Wielkopolsce zwycięstwo PiS-owi. Był pan nimi mocno zaniepokojony?

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej