– Wróbel to dzisiaj niemal taki gatunek, jakim kiedyś był żubr – mówi dr hab. Tadeusz Mizera z poznańskiego Uniwersytetu Przyrodniczego.

Żubr przez lata był symbolem ginącej polskiej przyrody. Wróbel domowy – symbolem pospolitości, przyrodniczej obfitości. „Pełno ich jak wróbli” – mówiło się. Tysiące tych ptaków pojawiały się w pobliżu domów, zaglądały do spichlerzy, elewatorów, przysiadały na parapetach i odwiedzały karmniki. Skakały po podwórkach, by podebrać kurom wysypane przez gospodarzy ziarna. A rolnicy wystawiali przeciw nim strachy na wróble. Nikomu do głowy by nie przyszło, że ten ptak może stać się rzadki.

– To, co stało się z tymi ptakami, to ważne wydarzenie w przyrodzie, którego jednak nie dostrzegamy na pierwszy rzut oka. Wróbel bowiem wciąż kojarzy się z tym, że jest najpopularniejszym i najpospolitszym ptakiem. Tymczasem to już nieprawda – opowiada Tadeusz Mizera.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej