TOMASZ CYLKA: Wybory do Parlamentu Europejskiego rządzą się swoimi prawami, ale żeby znaleźć poznaniaka na liście Koalicji Europejskiej, trzeba szukać aż do siódmego miejsca, z którego startuje Marcin Bosacki. Tak to powinno wyglądać?

MARCIN BOSACKI: Każda lista musi być ułożona tak, by przede wszystkim byli na niej ludzie kompetentni, którzy będą potrafili załatwić w Brukseli jak najwięcej: dla Polski, swojego regionu, i dla Europy. Bo taka jest stawka tych wyborów: musimy odbudować pozycję Polski w Unii, dziś beznadziejnie słabą. Ale musimy też ochronić, zreformować i wzmocnić całą Unię. Są siły zewnętrzne, jak i wewnętrzne, które próbują ją osłabić, a nawet rozbić. Musimy mieć tego świadomość. I myśleć o polskiej racji stanu: Wielka Brytania, słabo, bo słabo, ale opuszczenie Unii przeżyje. A Polska, z naszą trudną historią i geografią, po ewentualnym rozpadzie Unii stanie twarzą w twarz z wszystkimi demonami naszych dziejów.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej