Piotr Żytnicki: Robisz to dla synów?

Michał Wawrykiewicz: Tak, bo mam przekonanie, że jesteśmy historycznie w miejscu przełomowym. Pamiętam rok 1989, miałem wtedy 18 lat i wkraczałem w dorosłość. Zaangażowałem się w kampanię Komitetu Obywatelskiego „S”, biegałem z ulotkami, rozklejałem plakaty, pomagałem w dniu wyborów. I teraz, po 30 latach, przyszedł znowu taki rok, gdy stoimy na rozdrożu. Albo w prawo, albo w lewo. Albo w stronę zachodnioeuropejskiej cywilizacji i jej dobrobytu, albo w stronę wschodniej dyktatury i jej ubóstwa. Nie chcę, by za kilka lat moi synowie musieli wyjeżdżać z tego kraju i szukać swojej przyszłości na Zachodzie. Chcę, by zachód Europy był tutaj. A po drugie nie chcę, by za kilka lat chłopcy zapytali mnie: tato, dlaczego nic nie zrobiłeś, kiedy ta nasza fajna, normalna Polska waliła się, zawłaszczano kolejne obszary państwa, niszczono praworządność? Będę mógł im spokojnie powiedzieć: zrobiłem, co mogłem jako aktywista obywatelski i jako adwokat. A teraz chciałbym wykorzystać te instrumenty, które mają parlamentarzyści europejscy, na tamtym poziomie zrobić znacznie więcej dla polskiej praworządności. Wiem jak to robić.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej