Najpierw będzie kolor. W biblii wyznawców turkusu – książce „Pracować inaczej” Frederic Laloux wprowadza barwy na oznaczenie różnych typów organizacji pracy i stylów zarządzania. Jest więc impulsywna czerwień – to pierwotna więź, dziś w taki sposób organizuje się działalność mafii czy ulicznych gangów. Dalej bursztyn – tak organizują się Kościoły oraz armie. Potem pomarańczowy – charakteryzuje większość korporacji dążących do realizacji celów w warunkach rynkowej konkurencji. Macie rację, to zdecydowana większość firm, które znacie. Wreszcie zielony – to forma organizacji, która często pojawia się np. w ruchach społecznych, nie ma tu mowy o menedżerach, jeśli już, to pojawią się liderzy, i to tacy empatyczni, chcący dzielić się wiedzą i doświadczeniem. I tak dochodzimy do turkusu.

Jeszcze dalej niż zieleń

Turkus idzie jeszcze dalej niż zieleń. Mamy w takim miejscu pracy ludzi, którzy sami chętnie angażują się w różne zadania. Wchodzą w role pasujące do ich umiejętności. Niczym kania dżdżu potrzebują poczucia, że się rozwijają, a świat wokół nich (także w pracy!) jest szczery i uczciwy. Ważne są: zaufanie, komunikacja i maksymalna przejrzystość.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej