Tomasz Cylka: Prezes Jarosław Kaczyński i premier Mateusz Morawiecki narzekali w Poznaniu na to, jak polskie firmy są w Unii Europejskiej dyskryminowane. Nie mówię, że jest idealnie, ale pani też myśli, że ktoś nas celowo w Brukseli krzywdzi?

Andżelika Możdżanowska: Moim zdaniem nie narzekali, ale zwrócili uwagę na bardzo istotną kwestię. Nie mam wątpliwości, że jest próba rozgrywania Polski i naszych przedsiębiorców na unijnym rynku. Kraje tzw. Starej Unii starają się zwiększać możliwości i szanse swojej rodzimej gospodarki.

A konkretnie?

– Przykład pierwszy z brzegu z ostatniego czasu to dyrektywa transportowa, która uderza bezpośrednio w konkurencyjność polskich przewoźników. Europarlament poparł propozycje nowych przepisów w sprawie przewoźników drogowych – żeby objąć ich przepisami o delegowaniu pracowników. To jest dla Polski krzywdzące. Konieczność wprowadzenia zasady równej płacy za tę samą pracę w tym samym miejscu oznacza ogromny wzrost kosztów dla naszych firm. Na to nie może być naszej zgody.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej