Czytam każdą nową książkę Natalii Osińskiej zaraz po ukazaniu się, jednym tchem, z wielką przyjemnością. Chyba nigdy nie byłam tak wkręcona w żaden cykl powieściowy. „Jeżycjadę”, do której Osińska nawiązuje, odkryłam pod koniec lat 80., przeczytałam wstecz, a potem stopniowo znielubiłam, więc nie zadziałał mechanizm uzależniający. Dzięki Osińskiej wiem, jak smakuje taka lektura. Autorka dowodzi, że pop może być inteligentny, łączy inwencję z rzemiosłem. Jej książki są jednocześnie wyrachowane co do słowa i niewymuszone, wciągające. We właśnie wydanym „Fluffie” trwa gra z literacką nie-matką – Małgorzatą Musierowicz. Porządkująca funkcja tytułu, styl narracji, poczucie humoru, ton życzliwego protekcjonalizmu wobec bohaterów, rozwijanie z tomu na tom powieściowego świata. Te i inne elementy przywodzą na myśl „Jeżycjadę” jako dialektyczny punkt odniesienia. Z tym że książki Osińskiej są pod każdym względem lepsze.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej