Adam Kompowski: Kiedy pierwszy raz usłyszała pani od dziadka o Pewuce?

Krystyna Sławska: Pierwszy raz – nie pamiętam kiedy. Ale Pewuka w życiu mojego dziadka i babci, bo oni stanowili dla mnie jedność, była stale obecna. Słowo Pewuka w moim dziecięcym umyśle należało do codziennego języka. Dziadek często odnosił się albo do fragmentu wystawy, albo do jakiejś realizacji, albo mówił o czymś, co mu się podobało, albo – co się z tym stało. Po prostu to było dzieło jego życia ze względu na ogromną powierzchnię, zakres prac, i w ogóle rozmiar zadania.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej