Ze znajomym Czechem spotykam się na południu Polski. Opowiada taki dowcip. Czech i Arab sąsiadują przez ścianę i widują się na balkonie. Któregoś razu Czech zauważa, że jego sąsiad kilkakrotnie strzepuje dywanik. Przygląda się dłuższą chwilę, po czym ni to pyta, ni stwierdza: „Ne sztartuje? Ne sztartuje? Ne sztartuje?”.

Autoironia. Dystans. Poczucie humoru. Nieznośna lekkość bytu. Waga piórkowa. Wrocławska bohemistka opowiada o rosnącej kolonii polskiej w Pradze – młodych Polakach z Wysp, którzy lądują tam po krótkim pobycie w kraju.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej