– To była straszna katastrofa – kiwa głową Zambijczyk imieniem Edi. Kiedyś był komentatorem sportowym, pracował dla zambijskiej telewizji i radia. Pamięta, jak 27 kwietnia 1993 roku stary wojskowy samolot De Havilland DHC-5 Buffalo runął do oceanu u brzegów Gabonu. Na jego pokładzie zginęła cała piłkarska reprezentacja Zambii, lecąca na mecz eliminacji mistrzostw świata z Senegalem. Zginęli też wszyscy towarzyszący jej dziennikarze.

Na pokładzie tego samolotu był Derby Mankinka, który rok wcześniej grał w barwach Lecha Poznań jako pierwszy czarnoskóry piłkarz w dziejach Kolejorza.

Pamiętam jego debiut

– Tak, tak, pamiętam Mankinkę – kiwa głową emerytowany już zambijski dziennikarz, którego spotkałem w kawiarence Munali w Livingstone. Jednakże każdy, kto był w Afryce, wie, że tutejsi ludzie często potakują z grzeczności.

– Zginął w wielkiej katastrofie lotniczej z reprezentacją 25 lat temu – mówię.

– To właśnie mam na myśli. Tej, którą przeżył Kalusha Bwalya. Och, to znakomity piłkarz. Musisz wiedzieć, że teraz Kalusha Bwalya pracuje w naszym związku piłkarskim...

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej