70 lat temu - w nocy z 27 na 28 maja 1947 roku - na dworcu w Lesznie rozegrały się tajemnicze i tragiczne w skutkach sceny. Doszło do strzelaniny między żołnierzami radzieckimi, stacjonującymi wówczas w Polsce, a plutonem polskiego wojska. Przyczyną konfliktu była młoda kobieta, 21-letnia Zofia Rojuk. Kim była?

Mąż miał ją sprzedać za butelkę wódki

Rojuk podróżowała z radzieckimi żołnierzami pociągiem do Legnicy. Gdy pijani żołnierze usnęli, szeptem zwróciła się o pomoc do jednego ze współpasażerów, Feliksa Lisa. Według relacji Rojuk, mąż sprzedał ją wraz z córką Rosjanom za butelkę wódki. Żołnierze porzucili dziecko na dworcu, a ją wiozą do jednostki.

Lis poinformował o tym kierownika pociągu i Służbę Ochrony Kolei. Próby przekonania Rosjan do uwolnienia Rojuk nic jednak nie dały. Nie pomogła interwencja milicji na dworcu w Lesznie, gdzie pociąg miał kilkugodzinny postój. Milicja zawiadomiła więc polskie wojsko, a w strzelaninie, która się wywiązała, zginęli radzieccy żołnierze.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.