Pamiętacie, co robiliście 6 stycznia1998 roku? Nie doszło wtedy do żadnej katastrofy, zamachu, nie umarł nikt sławny. Przez miasto nie przeszła parada Trzech Króli. Był zwykły, roboczy wtorek. Poznaniacy szli do pracy i do szkoły. Szli! Tego dnia na ulice nie wyjechał żaden tramwaj ani autobus. MPK ogłosiło strajk generalny.

Kanary nie strajkują

6 stycznia 1998 r. ulice korkują się od świtu. Kto może, jedzie samochodem. Autobusy zastępcze kursują rzadko, zatłoczone.

W redakcjach poznańskich mediów dzwonią telefony. „Wyborcza” cytuje czytelników: – Rozwiązać MPK! Przeszkolić wszystkich bezrobotnych i przekwalifikować ich na motorniczych!

PRZECZYTAJ TAKŻE: Wypadek tramwaju w Poznaniu. Motorniczy zadzwonił do nadzoru ruchu: "Mam okaleczone ręce. Było wykolejenie"

Kierowcy domagają się 25 proc. podwyżki. Prezydent Wojciech Szczęsny Kaczmarek zgadza się na 17 proc. To frustruje zarabiających gorzej: – Proszę sobie wyobrazić, że dwie nauczycielskie pensje ludzi z 25-letnim stażem wynoszą właśnie tyle, ile płaca kierowcy MPK – oblicza czytelnik. – Ciekawe, co powiedzieliby pracownicy MPK, gdyby dzisiaj zaczęły strajkować wszystkie pielęgniarki i lekarze – zastanawia się inny.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej