Chodzi o wydarzenia z października 2015 r. Grzegorz P., recydywista karany za rozbój i pobicie, poznał 23-letnią Milenę W. z sąsiedztwa. Podczas jednego ze spotkań zamknął ją w piwnicy, bił po twarzy i głowie, a potem wcisnął gałki oczne do oczodołów, na zawsze ją oślepiając.

- Biegli porównali to do średniowiecznych tortur, gdy w podobny sposób oślepiano ofiary - mówił podczas jego procesu prokurator.

Ale na tym przemoc się nie skończyła. Oprawca złamał kobiecie ścianę zatoki i kilka zębów. Potem - już oślepioną - zaprowadził do mieszkania, ciągnął za włosy i zgwałcił. Był wściekły, bo kobieta zaczęła go unikać.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Uwięził kobietę, oślepił i zgwałcił. "Byłem wypity"

Sąd nie był wyrozumiały dla gwałciciela z Gniezna

Gwałciciel więził ją w mieszkaniu przez kolejne trzy dni. Kobieta nic nie jadła, wymiotowała. Choć w mieszkaniu byli także matka i brat Grzegorza P., nikt jej nie pomógł. Oprawca podawał jej tylko wodę i rumianek do przemywania oczu. Potem odprowadził ją pod drzwi mieszkania rodziców.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej