Olbrzymia hodowla dzikich zwierząt w Pyszącej pod Śremem, do której policja weszła latem ubiegłego roku, oficjalnie była cyrkiem. Ale na działce zamiast cyrkowych namiotów były ogrodzone wybiegi i klatki, a w nich prawie 280 zwierząt ponad 80 gatunków, w tym najgroźniejsze tygrysy, pumy, lamparty perskie.

Policja zamknęła hodowlę

W Polsce takie zwierzęta mogą mieć tylko ogrody zoologiczne, placówki naukowo-badawcze i właśnie cyrki. Dlatego też właściciel hodowli Maciej Maciejewski (zgadza się na publikację nazwiska) działał pod przykrywką cyrku. Policja zamknęła hodowlę, a zwierzęta ewakuowano.

Niedawno prokuratura postawiła właścicielowi zarzuty znęcania się nad zwierzętami. Nie przyznał się do winy. Śledztwo nadal się toczy. Policja sprawdza m.in. pochodzenie i legalność zwierząt.

Maciejewski nie chciał publicznie odnosić się do zarzutów. Ostatnio przeszedł jednak do kontrataku. Wynajął warszawską agencję PR, która rozesłała do mediów informację prasową o fatalnym stanie, w jakim znajduje się teren hodowli. Policja niedawno zwróciła go właścicielowi, po zakończeniu ewakuacji ostatnich zwierząt.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej