– Słowa wulgarne były z dużym prawdopodobieństwem świadomym elementem przygotowanego wcześniej scenariusza. Przemówienie było wyreżyserowane – mówiła w środę sędzia Marta Zaidlewicz, uzasadniając ukaranie Joanny Jaśkowiak grzywną w wysokości 1 tys. zł.

Joanna Jaśkowiak miała proces za publiczne używanie słów nieprzyzwoitych, co jest w polskim prawie wykroczeniem. Wniosek o jej ukaranie skierowała poznańska policja.

W marcu ubiegłego roku Jaśkowiak zabrała głos w trakcie demonstracji Międzynarodowego Strajku Kobiet na placu Wolności w Poznaniu. – Od czasu, gdy panuje nam „dobra zmiana”, budzą się we mnie różne uczucia. Najpierw było to zdziwienie, później zaskoczenie, oburzenie, niedowierzanie, złość, wściekłość. I ostatecznie brakuje mi słów i [oddaje to] chyba tylko jedno mało cenzuralne: wkurw. Jestem wkurwiona – stwierdziła Jaśkowiak.

Mówiła, że sprzeciwia się nienawiści i pogardzie wobec kobiet oraz pozbawianiu ich prawa wyboru. A na koniec dodała: – Myślę, że wszystkie, jak tu jesteśmy, jesteśmy po prostu wkurwione.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej