Historię Stefanii z Poznania, która niedawno skończyła 100 lat, opisywaliśmy w „Wyborczej” kilka razy. Dramat zaczął się siedem lat temu, gdy kamienicę, w której mieszkała, kupił biznesmen Josef Lew. Chciał zburzyć dom, by postawić jego miejsce biurowiec. Musiał tylko pozbyć się lokatorów.

Kiedy Stefania odmówiła wyprowadzki, w kamienicy zaczął się „remont” – wiercenie młotem, wykopy, demontaż drzwi wejściowych, drewniane słupy na schodach. Starsza pani skapitulowała, schronienie znalazła u rodziny.

Biznesmen wezwał do wyprowadzki

Przed rokiem poznański sąd przyznał 10 tys. zł zadośćuczynienia za szykany, które spotkały Stefanię. Ale sprawa miała ciąg dalszy także w prokuraturze, która zajęła się próbą oszustwa. Bo zanim lokatorka uciekła z kamienicy, biznesmen wysłał jej pismo, w którym wezwał ją do wyprowadzki, a jako uzasadnienie wskazał „nakaz budowlany rozbiórki budynku". Było to kłamstwo, bo nadzór budowlany nakazał jedynie kamienicę naprawić.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej