Właściwa część festiwalu startuje w piątek i potrwa do niedzieli. Ale już w czwartek koncert otwarcia da słynny jazzman Jan Garbarek. Filar norweskiej sceny jazzowej jest w Jarocinie zupełnie na miejscu – to właśnie spod jednej z okolicznych wsi – Osieki, pochodził jego ojciec, jeniec wojenny zesłany do Norwegii, a rodzina muzyka wciąż tam mieszka. Garbarek podobno swój pierwszy koncert dał właśnie tam, na weselu swojej kuzynki.

Na czterech scenach

Od ubiegłego roku festiwal odbywa się w nowej formule. Koncertów można słuchać na kilku scenach: na Rynku Staromiejskim, w parku Radolińskich oraz na kameralnej scenie w ruinach kościoła św. Ducha, która pomieści ok. 200-250 osób, a także w Spichlerzu Polskiego Rocka. – Wychodzę z założenia, że aby festiwal mógł przenieść się poza miasto, musi być odpowiednio duży. W Jarocinie kończyło się tak, że w trakcie trwania festiwalu centrum świeciło pustkami. Postanowiliśmy tę sytuację odwrócić. W ubiegłym roku to było ryzyko, walczyliśmy z wyobraźnią i obawami ludzi. Myślę, że przekonaliśmy przynajmniej z 80 proc. sceptyków – tłumaczył zmianę dotychczasowej filozofii dyrektor artystyczny festiwalu Michał Wiraszko.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.