Paulina Nowicka: Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Komunikacji alarmuje, że tramwaj na Naramowice pojedzie wolno przez ograniczenie prędkości do 40 km na godz. Średnia prędkość ma być mniejsza niż przeciętnie w Poznaniu.

Paweł Sowa: Czekam na wyjaśnienia Poznańskich Inwestycji Miejskich. Uważam, że trzeba zwiększyć prędkość do 50 km na godz., czyli standardowej. Myślę, że nie ma tu szans na przyspieszenie jak na PST. To inaczej budowana trasa o charakterze trasy miejskiej.

O drugą Pestkę trudno, bo to trasa bezkolizyjna, ale przyspieszyć do 50 km na godz. na Naramowicach chyba warto?

Tak. Nawet, jeżeli potrzebne będą dodatkowe pieniądze na wyciszenie. Stowarzyszenie Inwestycje dla Poznania walczyło o tramwaj szczególnie mocno przez ostatnie osiem lat. Teraz liczą się szczegóły i poprawianie wszystkiego, co jest niedopracowane, złe. Rozwiązaniem problemu prędkości może być kwestia zdecydowanego priorytetu dla tramwaju na skrzyżowaniach, których będzie dużo, bo to tanie i skuteczne rozwiązanie. Podejrzewam, że w ten sposób można zaoszczędzić dwie minuty na trasie. To gra warta świeczki. Transport zbiorowy ma być pewnym środkiem komunikacji, zachęcać do korzystania i stanowić alternatywę dla ruchu samochodowego. Potrzebna jest merytoryczna dyskusja, o co w roku wyborczym pewnie trudno, by trasa była optymalna dla mieszkańców. Myślę, że w obszarach zabudowanych należy zadbać o to, by samochody nie przekraczały prędkości – chodzi o bezpieczeństwo. Pasy jezdni są szerokie, można by je zwęzić z 3,5 do 3,25 metrów, by wymusić przestrzeganie prędkości. Zależy mi też na tym, by na tym terenie posadzić dużo drzew i krzewów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej