Kilka tysięcy ludzi przeszło w sobotę ulicami Poznania w kolorowym Marszu Równości, wspierającym społeczność LGBT. Próbowała zablokować go garstka narodowców, którzy najpierw z krzyżami w rękach odmówili różaniec, a potem obrażali uczestników marszu. Do konfrontacji nie doszło, zostali oddzieleni przez policję. Kontrmarsz zakończył się na pl. Wolności, mimo tego, że przeciwnicy planowali wrócić na ul. Ewangelicką, skąd wyruszali.

Fikcyjne zgłoszenia

Wcześniej, jeszcze przed sobotą, narodowcy próbowali storpedować marsz innymi sposobami – głównie zgłaszając w poznańskim urzędzie miasta inne zgromadzenia tuż obok planowanej trasy Marszu Równości. Według zapisów Ustawy o zgromadzeniach zgromadzenie stacjonarne do urzędu może zgłosić każdy. Jeżeli zgromadzenie zgłasza partia czy stowarzyszenie, odbywa się ono w tzw. trybie zwykłym. Natomiast jeżeli zgłosi je osoba fizyczna, w grę wchodzi tzw. tryb uproszczony.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej