– Żona już się śmieje, że trzeba było jak zwykle jechać nad Bałtyk. To się zachciało Dominikany – mówi jeden z turystów biura podróży TUI, z którym porozmawialiśmy w hotelu w Poznaniu.

Dla jego rodziny miały to być najlepsze wakacje w życiu. Pierwsze od lat bez martwienia się o pogodę nad polskim morzem. – Mamy taką czarną serię. Dwa lata temu żona nie dostała urlopu i nie udało się nigdzie wyjechać. W poprzednie wakacje byliśmy we Władysławowie i przez połowę pobytu lało. Teraz miało być inaczej – żali się.

Kłopoty rozpoczęły się we czwartek. Samolot do Dominikany miał wylecieć z Poznania o godz. 9.40. – Nawet go na lotnisku na Ławicy nie było. Prawdopodobnie wciąż jest w Warszawie, gdzie technicy próbują naprawić usterkę. Trzeba sprowadzić części, więc nie mam żadnych informacji, kiedy może nastąpić wylot – mówi Błażej Patryn, rzecznik poznańskiego lotniska.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej