W bardzo dużym uproszczeniu, jeśli chodzi o dodatkowe smaki związane z piwem przez lata sytuacja wyglądała tak, że barman podczas nalewania napoju czasem raczył zapytać (zwłaszcza kobiety): „Z sokiem czy bez?”. Po czym, na prośbę, dodawał czerwony syrop. A potem – w 2011 r. – nadeszła rewolucja. Piwna rewolucja.

Branża piwna, zwłaszcza małe browary rzemieślnicze, zaczęły rosnąć jak na drożdżach. Na fali ich popularności również większe browary regionalne zaczęły promować swoje piwa. Liczba małych i średnich browarów (czyli tych, które produkują poniżej 200 tys. hektolitrów piwa rocznie) wzrosła w Polsce pięciokrotnie – od 43 w 2010 r. do 216 w 2016 r. Wybór smaków piwa, przed którym stanęli smakosze za sprawą browarów rzemieślniczych, jest wręcz niewyobrażalny. Jednym z takich browarów jest założony w 2014 r. Browar Kingpin. Stoją za nim poznaniak Marek Kamiński i warszawiak Michał Kopik.

Marek Kamiński to rocznik 1973. O swoich pierwszych doświadczeniach z piwem wie tylko z... opowieści rodziców. – To zabawne, bo dla wielu dzieci piwo jest za gorzkie, a mnie lekkie alkohole już wtedy smakowały, więc podkradałem łyki rodzicom. A przecież wtedy, w latach 80., piwa często były tanie i kiepskiej jakości, a budki z piwem otaczało szemrane towarzystwo – śmieje się.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej