Chodzi o projekt zmian w ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach z 28 sierpnia br. Przewiduje on m.in. wprowadzenie od 2025 r. zakazu spalania zmieszanych odpadów komunalnych, czyli tego, co trafia do nowej instalacji na Karolinie.

– Jeżeli te zmiany wejdą w życie, to na terenie działania GOAP [Poznań i osiem okolicznych gmin – red.] będzie musiała powstać nowa sortownia lub nawet instalacja do mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów [służy do sortowania, które pozwala odseparować szkło, metale i tworzywa oraz frakcję biologicznie czynną, która musi być potem poddana tzw. stabilizacji – red.]. I dopiero to, co zostanie po takiej segregacji, mogłoby trafiać do spalarni. Ale wcale trafiać nie będzie musiało, bo takie odpady można wywozić poza granice tzw. regionów – tłumaczy wiceprezydent Tomasz Lewandowski, który jest też przewodniczącym Związku Międzygminnego Gospodarka Odpadami Aglomeracji Poznańskiej. – To oznacza, że ilość odpadów wysyłanych do spalarni znacznie się zmniejszy. Tymczasem miasto zobowiązało się do dostarczania tam minimum 210 tys. ton rocznie. Jeśli odpadów będzie mniej, Poznań będzie płacił odszkodowania firmie SUEZ, inwestorowi spalarni. W najgorszym wariancie może to być nawet 80 mln zł rocznie – wylicza wiceprezydent. – Będziemy mieć też mniejsze dochody z tytułu sprzedanej przez spalarnię energii cieplnej i elektrycznej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej