Prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie kilka dni temu. Informację podał jako pierwszy Polsat. – Czekam na ustalenia prokuratury. W tym czasie Oddział Ginekologiczno–Położniczy pracuje normalnie – mówi Sebastian Nowicki, prezes zarządu szpitala we Wrześni. 

Dwa razy kobieta była w szpitalu

Tragedia miała miejsce we wrześniu. Mecenas Tomasz Dzionek, pełnomocnik rodziny, twierdzi, że jego klientka – 27-letnia kobieta w zaawansowanej ciąży – miała wystawione skierowanie od dwóch różnych lekarzy ginekologów do porodu ze względu na podejrzenie małej ilości wód płodowych. Ordynator miał przyjąć kobietę na oddział i po spędzonej w szpitalu nocy wypisywać ją do domu. Kobieta została przyjęta do szpitala dwa razy i dwa razy z rzędu miała usłyszeć, że na poród jest za wcześnie i musi wrócić do domu.

Czy ordynator badał pacjentkę? Mecenas Dzionek twierdzi, że lekarze we Wrześni mieli wykonać USG. Ich zdaniem ilość wód płodowych była wystarczająca. Nie było też zagrożenia dla życia płodu ani potrzeby wywołania porodu.  

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej