- Jak wrócisz do domu, to nie zdziw się, że będziesz śmierdział starym trampkiem – wprowadza mnie w świat roller derby „Ramona”. – To jedyna sala, na którą nas wpuszczają. Właściciele pozostałych boją się, że zniszczymy parkiet. Mamy wprawdzie specjalne zaświadczenia, że to niemożliwe, ale one nikogo nie przekonują – mówi Radek Eksztedt.

"Bad Rangers Roller Derby League" trenują więc trzy razy w tygodniu na sali gimnastycznej X LO na os. Rzeczpospolitej na poznańskich Ratajach. Sami zrzucają się na jej wynajęcie. Parkiet w niektórych miejscach jest nierówny. Odstają pojedyncze klepki, co na wuefie pewnie nie przeszkadza, ale pod kółkami wrotek jest wyczuwalne i może doprowadzić do upadku. Na środku sali wymalowany jest tor, kształtem przypominający ten do żużla. Na wirażach trzeba uważać, bo łatwo wpaść w drabinki. – Zdarzały się przez to kontuzje, ale my już tę salę dobrze znamy i wiemy, że tam warto trochę odpuścić – uspokaja Radek.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej