– Bieganie po schodach łączy ze sobą sprint i górską wytrzymałość, ćwiczy mięśnie nóg i mięśnie rąk. A na 17. piętrze czekają na was jabłuszka. Najlepszy polski owoc, doskonale nawilża! – w Collegium Altum Uniwersytetu Ekonomicznego słychać spikera. Słychać go, ale nie widać, bo hol szczelnie wypełnili biegacze. Popędzą wzwyż. Przed nimi 17 pięter najwyższego poznańskiego wieżowca.

Oczekujący na swoją kolej zawodnicy są zrelaksowani, pełni entuzjazmu. Energicznie podskakują, rozciągają łydki. Widać koszulki Drużyny Szpiku, Night Runners, pamiątkowe T-shirty z maratonów. Maciej Grochowski w swojej koszuli w niebiesko-białe prążki na tym tle wygląda egzotycznie. – Pracuję w Instytucie Zachodnim, tam jest bardzo wolna winda. W takim stroju trenuję wchodzenie po schodach na co dzień – wyjaśnia.

Jakbym biegła w pożarze!

Na klatkę uczestnicy wbiegają pojedynczo, co 15 sekund, żeby nie przepychać się po schodach. 17 pięter wyżej – w korytarzu prowadzącym do Katedry Logistyki Międzynarodowej – atmosfera jest zupełnie inna. – Jakbym biegła w pożarze! Nigdy więcej! – obiecuje sobie jedna z zawodniczek, doświadczona uczestniczka Runmageddonów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej