- Oskarżony potwierdził, że zauważył ślady obrażeń na ciele pokrzywdzonej, ale nie uważał za stosowne zareagować. Starał się tłumaczyć to strachem przed swoim bratem. Grzegorz P. rzeczywiście był agresywny także wobec członków rodziny, ale to samo w sobie nie może usprawiedliwiać oskarżonego. Strach nie przeszkadzał mu w tym samym czasie spożywać alkohol ze swoim bratem - mówiła w poniedziałek sędzia Anna Prywata. I dodawała: - Biegły Czesław Żaba podkreślał, że skalę bólu, który odczuwała pokrzywdzona, można porównać tylko do tortur stosowanych w średniowieczu.

W październiku 2015 r. Grzegorz P., recydywista karany za rozbój i pobicie, zamknął w piwnicy 23-letnią kobietę z sąsiedztwa. Bił po twarzy i głowie, a potem wcisnął gałki oczne do oczodołów, oślepiając ją na zawsze. Na tym przemoc się nie skończyła. Złamał kobiecie ścianę zatoki i kilka zębów. Potem - już oślepioną - zaprowadził do mieszkania, ciągnął za włosy i zgwałcił. Był wściekły, bo kobieta, z którą wcześniej kilka razy się spotykał, zaczęła go unikać.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej