W sądzie w Grodzisku Wielkopolskim trwa proces karny, jaki prokuratura wytoczyła Robertowi S., właścicielowi firmy Wielpol z Wielichowa. Mężczyzna oskarżony jest o nieumyślne narażenie pracownika na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Dima Shutak pracował z zakładzie Roberta S.

„Upozorowany teatr dwóch osób”

Zamknięty w piwnicy bez okien i z małą toaletą pilnował maszyny do robienia papierowych pudełek na owoce. Kiedy maszyna zacinała się, uzbrojony w rękawicę, miał wyciągać zaklinowane pudełka. 12 kwietnia 2016 roku prasa wciągnęła rękę Dimy, zmiażdżyła ją i przez 15 minut gotowała w 150 stopniach Celsjusza.

Właściciel zakładu i jego syn Norbert nie zabrali Dimy od razu do szpitala. Z ręką zwisającą na kawałku skóry, najpierw pojechali do mieszkania chłopaka i kazali mu się przebrać w cywilne ubrania. W szpitalu chłopak, na ich polecenie, powiedział lekarzom, że poparzył się przy rozpalaniu pieca. Za to miał dostać pięć tysięcy euro. Dima powiedział prawdę dopiero po kilku dniach. Okazało się też, że przystępując do pracy nie przeszedł niezbędnych szkoleń BHP.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej