W miniony czwartek w szpitalu HCP w Poznaniu zmarł 70-letni mężczyzna. Wcześnie rano pogotowie przywiozło go z Lubonia. Zasłabł na ulicy. Nie miał przy sobie dokumentów i ekipa karetki nie wiedziała, kim jest.

Wina przepisów RODO?

Do szpitala został przyjęty jako pacjent o nieustalonej tożsamości. Ta została potwierdzona dopiero wieczorem po tym, jak rodzina mężczyzny przez kilka godzin biegała między oddziałami i próbowała ustalić, czy przywieziony rano pacjent jest ich bliskim. Syn mężczyzny mówił „Wyborczej”, że personel szpitala nie chciał im pomóc, zasłaniając się przepisami RODO.

– Pokazywaliśmy dowody osobiste, mówiliśmy, jak tato się nazywa. Kazali nam przyjść następnego dnia o 8 rano, gdy będzie czynny sekretariat. Doszło więc do tego, że biegaliśmy po korytarzach i szukaliśmy taty. Na izbie przyjęć zobaczyliśmy buty wystające zza prześcieradła i ukradkiem zajrzeliśmy za zasłonę, by sprawdzić, czy to nie on – opowiadał pan Mariusz. Rodzina miała też wątpliwości, czy ich ojciec trafił do szpitala nieprzytomny. – Z informacji, jakie zebraliśmy, wynikało, że powiedział ratownikom, jak się nazywa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej