W czwartek kilku pracowników sanepidu rozpoczęło równocześnie kontrolę bożonarodzeniowych jarmarków z dwóch stron Starego Rynku i na placu Wolności.
– Przed świętami kontroli jest więcej, bo przybywa takich sezonowych punktów z żywnością. Sprzedawcy nie są oczywiście o nich uprzedzani – mówi Cyryla Staszewska.

Sprzedawcy muszą spełniać coraz więcej wymagań

Za każdym razem kontrola przebiega podobnie. Pracownicy sanepidu z legitymacjami w rękach ustawiają się w kolejce i obserwują w tym czasie higienę pracy sprzedawcy. Ci bardziej czujni szybko orientują się, kim są kolejni klienci. Znajdują wtedy rękawiczki wymagane do podawania jedzenia, a kupujący otrzymują więcej informacji o produktach. Wkrada się nerwowość, towar leci z rąk.

Pracownicy wchodzą do budki, przeglądają dokumenty, proszą o pokazanie książeczki sanepidowskiej, sprawdzają dostęp do wody, warunki, w jakich trzymane są produkty, ich skład, terminy przydatności. Zwracają też uwagę na to, czy sprzedawcy mają na sobie fartuch. Przepisów jest mnóstwo…

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej