Tomasz Nyczka: W zeszłą środę Senat zgodził się na powołanie nowego rzecznika praw dziecka. Przed głosowaniem Mikołaj Pawlak odpowiadał na pytania senatorów, m.in. na temat leczenia metodą in vitro. Stwierdził, że „od strony prawno-moralnej to niegodziwa metoda”. Była pani w szoku?

Maria Bąk-Ziółkowska: - Wiele już przeszłam i takie wypowiedzi mnie nie szokują. Współpracuję ze stowarzyszeniem „Nasz Bocian” i mam stały kontakt z osobami, które zmagają się z problemem niepłodności. Po prostu żal mi ich. Diagnoza „są państwo niepłodni” ma taką samą siłę rażenia jak stwierdzenie „ma pan/pani raka”. Temu trzeba jakoś podołać, zebrać siły, żeby przejść przez całą procedurę, która wcale nie jest łatwa. Ona bywa bolesna, oddziałuje na psychikę. Do tego wszystkiego dochodzą takie stwierdzenia jak wypowiedziane przez pana rzecznika. To dodatkowy cios w tych ludzi, którzy starają się o dziecko.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej