Od stycznia liczba zatrudnionych pielęgniarek w szpitalach zależy od liczby łóżek na oddziałach.

Zmiany zdaniem Ministerstwa Zdrowia i związków zawodowych mają przyczynić się przede wszystkim do zwiększenia bezpieczeństwa i jakości opieki na oddziałach.

Wolą ciąć niż zatrudniać

Ale w większości szpitali brakuje pielęgniarek. Dyrektorzy zgodnie z nowymi przepisami mają więc dwa wyjścia: albo stworzą nowe etaty, albo zlikwidują liczbę łóżek. Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych policzył, że by spełnić wytyczne resortu zdrowia, lecznice w całej Polsce musiałyby z dnia na dzień w sumie zatrudnić ok. 3,5-4 tys. pielęgniarek, pielęgniarzy i położnych. Tylu specjalistów nie ma na rynku. A nawet gdyby byli, szpitale i tak nie mają pieniędzy na ich zatrudnienie. Bo za nowymi normami nie idą rządowe pieniądze.

- Jakkolwiek to nie zabrzmi, dodatkowe etaty pielęgniarek są ogromnym kosztem, który obciąża budżet szpitala - mówi Leszek Sobieski, dyrektor szpitala w Koninie. Najczęściej lecznice wybierają więc opcję - „cięcie”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej