W poznańskim sądzie zaczął się we wtorek proces domniemanych porywaczy Jarosława Ziętary, dawnych ochroniarzy o pseudonimach Ryba i Lala. Jeszcze w PRL byli milicjantami, pracowali w kompanii antyterrorystycznej. Gdy upadł komunizm, zaczęli pracować jako ochroniarze w Elektromisie, holdingu Mariusza Świtalskiego. "Ryba" został potem biznesmenem, a "Lala" - szefem ochrony sieci sklepów Biedronka.

Pobili dziennikarza, zniszczyli aparat

1 września 1992 r. przebrani za policjantów ochroniarze mieli podejść na ul. Kolejowej do młodego reportera "Gazety Poznańskiej" i zabrać go do poloneza udającego policyjny radiowóz. Potem przekazali go kolejnym, nieustalonym sprawcom, którzy dokonali egzekucji, a ciało Ziętary zniszczyli.

Uzasadniając akt oskarżenia, prokurator Tomasz Dorosz powiedział, że Ziętara tropił podejrzane interesy nie tylko Świtalskiego, ale także późniejszego senatora Aleksandra Gawronika. Reporter interesował się przemytem alkoholu z Niemiec. - Z czasem stanowiło to dla niego coraz większe zagrożenie. Został pobity, zniszczono mu aparat fotograficzny. Nie zrezygnował z tropienia nieprawidłowości - przekonywał prokurator.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej