Cisza, powaga, zaduma, a także wzruszenie towarzyszyły osobom zebranym na pl. Wolności. – Przyszłam, nie żeby oglądać pogrzeb, bo to mogłam robić w telewizji. Przyszłam, żeby okazać szacunek i pokazać, że pamiętam – mówiła Teresa, która z trudem panowała nad łzami. – Nie jest mi to obojętne. Jestem porażona tym, co się stało, i nie potrafię o tym mówić bez emocji.

Adam przyszedł na pl. Wolności, by uhonorować prezydenta Adamowicza. – Chciałbym, żeby ludzie nie byli obojętni, tylko opowiedzieli się, czy w przypadku tak apokaliptycznych zdarzeń potrafią poświęcić swój czas i uwagę, żeby pokazać, że to dla nich ważne – powiedział. Dodał, że wydarzenie na pewno będzie miało na nas wpływ: – A na ile, trudno powiedzieć. 

Pogrzeb Adamowicza oglądali zwykli poznaniacy i politycy

Według policji na placu zgromadziło się ok. 500 osób. Wiele z nich nosiło nalepki z napisem „Adamowicz” nadrukowanym na czarno w stylu logo „Solidarności”. Niektórzy dostawiali znicze do serca, które kilka dni wcześniej zostało ułożone na pl. Wolności. Za telebimem, na balkonie Arkadii, zawisły flagi Gdańska. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej