Usłyszałem w sklepie taki dialog dwóch nieco rozpychających się przy kasie klientów: „Dziś nie odpowiem Panu mową nienawiści”. Idiom „mowa nienawiści” trafił pod strzechy, jest na ustach wszystkich. Od gdańskiej tragedii „nienawiść” i „mowa” są według językoznawców tzw. słowami dnia, czyli słowami najczęściej pojawiającymi w sferze publicznej (http://slowadnia.clarin-pl.eu). Miejmy nadzieję, że to uwrażliwienie na agresję werbalną nie zniknie, a hasło „Stop mowie nienawiści” nie stanie się tylko kolejnym zaklęciem pozbawionym realnego znaczenia.

Wulgarne słowo na „k”

Nie możemy wszak tego pojęcia banalizować. Nie każda obelga, nie każdy nawet najbardziej paskudny wulgaryzm są zaraz „mową nienawiści”. Mowa nienawiści może być czasami bardzo elegancka, ba, nawet wyszukana. Jej istotą jest bowiem nie wulgarność, a jawna lub ukryta zachęta do przemocy, agresji. Nazwanie kogoś „idiotą” nie jest mową nienawiści, chyba że dotyczy osoby z dysfunkcjami intelektualnymi. Nawet wulgarne słowo na „k” może być uznane za mowę nienawiści jedynie w określonym kontekście, gdy zostaje użyte z agresywną intencją wobec kobiety, a nie jest jedynie rytualną obelgą w stosunku do „wrogiego” klubu piłkarskiego. Mową nienawiści jest natomiast zarzucanie komuś „narodowej zdrady”, bo w oskarżeniu tym kryje się wezwanie do wymierzenia „zdrajcy” najwyższej kary.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej