Michał Rosiak, 19-letni student chemii na Politechnice Poznańskiej, w czwartek 17 stycznia bawił się ze znajomymi w centrum Poznania. Pili alkohol. Byli też w klubie nocnym ze striptizem. Michał wyszedł z niego sam o godz. 0.54 w nocy z czwartku na piątek. Jeszcze o godz. 1.36 był na przystanku autobusowym przy ul. Szelągowskiej. O godz. 2.25 na przystanku nikogo już nie było.

Telefon Michała Rosiaka leżał w kałuży

Około godz. 5 telefon Michała Rosiaka znalazła na przystanku autobusowym przechodząca tamtędy kobieta. Jak ustaliła „Wyborcza”, kobieta zabrała telefon, a potem włożyła do niego swoją kartę SIM. Dzięki temu namierzyli ją policjanci. Podczas przesłuchania kobieta powiedziała, że telefon leżał w kałuży wymiocin. Wyjęła go i wytarła. O kałuży wymiocin powiedzieli też policjantom młodzi ludzie, którzy o godz. 2.25 przechodzili obok przystanku (Michała już tam nie było).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej