Jerzy U., były oficer Urzędu Ochrony Państwa, przyszedł do poznańskiego sądu z prawnikiem. Otoczyli go fotoreporterzy i operatorzy kamer. Zgodził się na publikację wizerunku, ale prosił, by nie ujawniać jego nazwiska. 

Nie chciał powiedzieć, czy podtrzyma przed sądem zeznania, które zaprowadziły na ławę oskarżonych dwóch byłych ochroniarzy biznesmena Mariusza Świtalskiego. Wcześniej zapowiadał jednak, że "położy na stół nowe dowody", doprowadzając do "zamknięcia wszystkich z kierownictwa dawnego Elektromisu", czyli właśnie firmy Świtalskiego.

Przez lata nikt nie przerwał zmowy milczenia

To miała być druga i prawdopodobnie najważniejsza rozprawa w tym procesie. Bo to właśnie na zeznaniach byłego oficera służb prokuratura oparła akt oskarżenia w sprawie porwania młodego reportera "Gazety Poznańskiej" Jarosława Ziętary. Sprawie, która przez lata była nierozwiązana, bo nikt nie przerwał zmowy milczenia.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej