W czwartek na polecenie prokuratury policja przeszukała gabinet dyrektorki poznańskiego zoo Ewy Zgrabczyńskiej. Chodzi o rzekome znęcanie się nad zwierzętami, które miało polegać na "zlecaniu i wykonywaniu zabiegów weterynaryjnych nieusprawiedliwionych ich stanem zdrowia".

Kominiarka i posiłki

Kilka miesięcy temu weterynarze z Berlina wykastrowali dwa młode tygrysy i antylopę. Problem w tym, że nie były to zwierzęta należące do zoo, lecz oddane tam pod opiekę przez prokuraturę. Ewakuowano je z nielegalnej hodowli w Pyszącej pod Śremem. Prokuratura uważa, że bez jej zgody nie wolno było kastrować zwierząt. Dyrektorka zoo odpiera, że prosiła o zgodę. Gdy jej nie dostała, zleciła kastrację, bo inaczej zwierzęta - coraz bardziej agresywne - zagrażałyby sobie nawzajem i innym osobnikom. Sam zabieg zaś odbył się zgodnie ze sztuką.

Zgrabczyńska zapewnia, że już wcześniej przekazała policji całą dokumentację weterynaryjną. Śledczy uznali jednak, że jest niekompletna. Stąd decyzja o przeszukaniu. Do zoo przyjechało sześciu policjantów: dwóch w mundurach, pozostali w cywilnych ubraniach. Jeden miał na głowie kominiarkę, jakby był to nalot na bandytów. Gdy na miejsce przyjechali dziennikarze, policja wezwała kolejny radiowóz.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej