W piątek minie miesiąc od tajemniczego zniknięcia Michała Rosiaka, 19-letniego studenta chemii na Politechnice Poznańskiej. Mimo że szukają go najbardziej doświadczeni poznańscy policjanci, wszczęto śledztwo i powołano biegłych, rzecznik poznańskiej prokuratury Michał Smętkowski przyznaje: – Stoimy w miejscu.

Dziesiątki ochotników przeszukują na własną rękę zarośla nad Wartą. Bartosz Weremczuk, prywatny detektyw, który nie wziął pieniędzy od rodziny, ale za to chętnie pojawia się w mediach – jeździ po mieście z wariografem. W internecie mnożą się teorie spiskowe o porwaniu. Dyskusje o możliwych losach Michała śledzi na Facebooku kilka tysięcy osób.

Impreza

Michał Rosiak pochodzi z Turkowic, niewielkiej miejscowości pod miasteczkiem Turek w Wielkopolsce. W Poznaniu studiuje od trzech miesięcy, ale nie zna zbyt dobrze miasta. Wynajmuje z kolegami mieszkanie na osiedlu z wielkiej płyty, kilka przystanków tramwajem od uczelni. Na Stary Rynek, imprezową mekkę Poznania, nie zagląda często.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej