Były szef ZDM Jacek S. i jego zastępca Kazimierz S. stanęli przed sądem, bo w latach 2012-2013 zrobili poznańskiej policji prezent - z miejskich pieniędzy wybudowali parkingi przy komendzie miejskiej przy ul. Szylinga oraz komendzie wojewódzkiej przy ul. Kochanowskiego. Kosztowało to 800 tys. zł.

Zgodzili się, bo "policja służy mieszkańcom"

Problem w tym, że w miejskim budżecie nie zapisano na to ani złotówki, a budowę parkingów wrzucono w koszty innych drogowych inwestycji. Było to trudne do zrozumienia, bo parkingi można było wybudować legalnie, wystarczyło poprosić o zgodę radę miasta. Ale ani policja, ani oskarżeni urzędnicy tego nie zrobili.

Budowę parkingów omawiano w nieformalnych rozmowach. Przed sądem oskarżeni tłumaczyli dość naiwnie, że działali z pobudek altruistycznych. Krzysztof Jarosz, szef wielkopolskiej policji, skarżył się bowiem na popękany asfalt i pytał, czy mogliby pomóc. Zgodzili się, bo "policja służy mieszkańcom Poznania". O procedurach nie pomyśleli.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej