Mija miesiąc od tajemniczego zniknięcia Michała Rosiaka, 19-letniego studenta chemii na Politechnice Poznańskiej. W czwartek 17 stycznia Michał bawił się ze znajomymi w centrum Poznania. Pili alkohol. Byli też w klubie nocnym ze striptizem.

Michał wyszedł z niego sam o godz. 0.54 w nocy z czwartku na piątek. Jeszcze o godz. 1.36 był na przystanku autobusowym przy ul. Szelągowskiej. O godz. 2.25 na przystanku nikogo już nie było.

Pies wąchał ubrania Michała Rosiaka. Podjął trop przy wiadukcie

„Wyborcza” dotarła do informacji, które wskazują, że student mógł utonąć w Warcie. Na podstawie kilku źródeł odtworzyliśmy przebieg poszukiwań.

W niedzielę 20 stycznia, trzy dni po zaginięciu, rodzina Michała w porozumieniu z policją prosi o pomoc sekcję poszukiwawczo-ratowniczą OSP w Mosinie. Strażacy z tej jednostki mają doświadczenie w poszukiwaniu zaginionych, działają nie tylko na terenie Wielkopolski.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej