Andrzej Tylman zeznawał w poniedziałek w procesie cywilnym, który wytoczył spółdzielni pogrzebowej Universum i jej dwóm podwykonawcom. Domaga się 100 tys. zł zadośćuczynienia za znieważenie zwłok i naruszenie jego prawa do przeżycia żałoby w spokoju.

Chodzi o wydarzenia z połowy 2016 r. Z Warty wyłowiono wtedy ciało jego córki Ewy Tylman, która zaginęła w centrum Poznania, gdy wracała ze swoim kolegą z nocnej imprezy. Jej poszukiwaniami żyła cała Polska. Pracownicy zatrudnieni przez podwykonawców spółdzielni pogrzebowej Universum zawieźli zwłoki do Zakładu Medycyny Sądowej. W prosektorium otworzyli worek i robili sobie zdjęcia ze zwłokami. Zostali skazani za ich znieważenie.

Ojciec Ewy Tylman: Jestem obrażany przez prezesa Universum

- Przez osiem miesięcy mieliśmy nadzieję, że znajdzie się żywa. Gdy znaleziono ciało, przygotowywaliśmy się do pogrzebu. Wtedy z mediów dowiedziałem się, że ciało mojej córki zostało zbezczeszczone. Ktoś otwiera sobie worek i robi zdjęcia. Wysoki sądzie, czy pani by to zrozumiała? Nie życzę tego żadnemu wrogowi - zeznawał w poniedziałek Andrzej Tylman.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej