Mieszkańcy Nowej Soli w województwie lubuskim kojarzą 48-letniego Marka W. po pseudonimie „Kobra”. Oficjalnie: biznesmen z majątkiem szacowanym kilka lat temu na 40 mln zł. Syn nauczycielki i wpływowego przez lata prokuratora, obecnie w stanie spoczynku.

Miłośnik safari. Gdy pierwszy raz zatrzymywali go policjanci, był przekonany, że to z powodu polowania na nosorożce. Od kilku lat kolekcjonował wyroki: znęcanie się nad pracownicami, zgwałcenie dwóch kobiet, wyłudzenie 5 mln zł unijnych dotacji. I robił wszystko, by pozostać na wolności.

W sądzie w Zielonej Górze, gdzie czeka na rozpatrzenie jedna z jego apelacji, adwokaci „Kobry” co tydzień przeglądali akta sprawy. Dzięki temu „Kobra” wiedział, że policja jest na jego tropie.

– Zmienił wygląd, zerwał kontakty z rodziną i znajomymi. Nosił okulary, czapkę i komin na szyi, który zaciągał na twarz tak, że było widać tylko oczy. W jednym z wielkopolskich miast zamówił taksówkę i przejechał nią jedynie 200 metrów. Prawdopodobnie chciał sprawdzić, czy nie jest śledzony – opowiada rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej