Olbrzymia hodowla dzikich zwierząt w Pyszącej pod Śremem w Wielkopolsce, do której policja weszła w połowie 2017 r., oficjalnie była cyrkiem. Na bramie wjazdowej wisiały ostrzeżenia: "Teren monitorowany przez kamery", "Nieupoważnionym wstęp wzbroniony". Miejscowi wspominali, że co jakiś czas zza płotu uciekało zwierzę: - Kiedyś przez dwa tygodnie po okolicy biegały trzy pawiany. Ludzie robili im zdjęcia. Na gigancie były też antylopy i magoty.

Na terenie rzekomego cyrku nie było cyrkowych namiotów. Były ogrodzone wybiegi i klatki, a w nich prawie 300 zwierząt, w tym tygrysy, pumy czy lamparty. - To przerażające miejsce, nie jest przystosowane do trzymania zwierząt. Drapieżniki siedzą w kałuży odchodów, cuchnących, wymieszanych z jedzeniem, błotem - komentował Maciej Gogulski, szef Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Weterynaryjnej w Poznaniu.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej